Fotoreportaż z warsztatów ekologicznego budownictwa z ziemi, słomy i gliny



28 czerwca 2005 roku rozpoczeły się warsztaty naturalnego budownictwa ze słomy, gliny i piasku. Warsztaty prowadził Jarema Dubiel (www.rakstop.engo.pl) pod kierownictwem Pauliny Wojciechowskiej (Kierownik www.EarthHandsAndHouses.org).

Warsztaty zostały podzielone na trzy odrębne, jednakże uzupełniające się, lekcje, trwające trzy dni każda. Całe spotkanie zakończyło się 9 lipca 2005 roku, i w sumie ludzi było około 40.


Pierwszy etap warsztatów rozpoczął się od nauki budowania w technologii worków z piaskiem.
Rozpoczynamy od wyznaczenia miejsca i kopania okrągłego dołu pod fundamenty.


Po trudach kopania dołu, wyrównujemy płaszczyznę fundamentów.


Ziemię pod nowo powstały dom, trzeba utwardzić tak mocno, jak tylko się da. Oczywiście, żadna praca nie jest zbyt ciężka przy budowie ekologicznego domu, także dla kobiet :-)


Jarema przekazuje nam tajniki układania worków wypełnionych piaskiem lub żwirem.


Z dużym entuzjazmem rozpoczeliśmy samodzielne układanie worków z piaskiem pod okiem Jaremy, robiąc nareszcie coś wyjątkowego, do czego kopania dołu pod fundament, nie dało się zaliczyć ;-)


W upale, po wykopaniu dołu pod fundament, starannym ułożeniu pierwszej warstwy worków oraz ubiciu ich, postanawiamy zrobić pierwszą przerwę w pracy.


Druga warstwa worków idzie nam już znacznie szybciej. Mimo wielu początkowych błędów i poprawek, szybko udaje nam się opanować tą niezwykłą metodę budowy z najbardziej popularnego na powierzchni ziemi surowca - piasku.


Ubijanie worków to sztuka nie mniejsza niż ich układania. Każdy worek powinien być dokładnie ubity, ale nie za mocno aby nie popękał; w tym samym czasie trzeba dbać o to aby trzymac poziom i aby rogi nie rozchodziły zbytnio.


Prócz komnaty powstaje też hol ze stopniami.


Ubijając ostatnie worki fundamentów, zastanawiamy się jak wysoki zbudować łuk, oraz czy nasze kopyto (forma), wydostanie się bez uszczerbku z pod worków powstałego łuku.


Wykorzystując wcześniej pozostawioną przestrzeń między fundamentem z worków a ziemią, układamy między nimi folie zabezpieczającą przyszłe fundamenty przed nasiąkaniem wilgocią. Choć w pełnowymiarowym domu, lepiej zastosować jako materiał fundamentu żwir a nie piasek, który nie tylko będzie pewniejszy, ale także nie będzie trzeba używać folii.


Rozpoczynamy budowę kopuły. Wobec tego zmienia się technika układania worków z piaskiem. Między innymi ze względu na przesunięcia worków względem siebie, stosujemy drut kolczasty, do wzmocnienia konstrukcji, który jest wraz z workami, podstawowym materiałem budowlanym.


W przerwie uczymy się tworzyć łuki z dowolnego materiału. Wytrzymałość małego łuku bez zaprawy (!), jest wystarczająca aby utrzymać ciężar dorosłego człowieka. Mimo naszej radości z pierwszych sukcesów, budowa łuków to nie łatwa sztuka. Łuk tworzy przecież sklepienie naszego przyszłego domu, jego wykonanie musi być profesjonalne.


Ściany z worków już są ułożone, forma przyszłego łuku dopasowana, pora zaczynać...


Aby nasz łuk wytrzymał napięcia poziome, potrzebne są przypory. Gdy łuk jest nad ziemią przypory trzeba zbudować, jeśli pod ziemią, ona sama utrzymuje nacisk boczny.


Jedna przypora już zbudowana. Widoczny jest także pierwszy stopień łuku.


Konstrukcja łuku wymaga szczególnej precyzji. Każdy worek z piaskiem jest synchroniczny z przeciwległym; posiada podobną ilość piasku; jest w identycznym kształcie klina; ubijany jest delikatnie, lecz wystarczająco mocno; przy każdy kolejnym schodku stosujemy drut kolczasy. Znacznie łatwiej pracuję się w grupie, podczas budowy łuków - jedna para rąk, to zdecydowanie zbyt mało :-).


Im bardziej pionowo układamy worki, tym większej precyzji i staranności wymagają przy układaniu.


A oto nasze marchewki z worków :-).


Szczyt łuku jest sprawą najważniejszą. Ostatnie kilka worków układamy jednocześnie, dbając aby uformowały się prawidłowo, dosypując piasku po troszeczku.


Worki na samej górze najlepiej jest zszyć.


Moment pełen emocji... Wyciągamy kopyto z pod łuku... Nie wszyscy do końca wierzyli, że się nie zawali ;-).


Oto chwila sukcesu. Wszyscy bezgłośnie spoglądają na ukończone dzieło. W powietrzu zdawało się wyczuwać nutkę spełnienia, przeplataną spokojem. "Ah, to nasz łuk" ;-).


Triumfalne zdjęcie na naszym łuku :-D.


Zanim jeszcze postanowiliśmy... wznieść tipi, stał już szkielet z poprzedniego roku. Wśród młodych sosenek, splecione kołki czekają na swoje przybranie... :-)


Zaczynamy rozkładać pokrycie tipi. Wytężamy umysły, gdzie tu góra a gdzie dół ;-).


Przy pracy zawsze znajdzie się czas na chwilę wariactwa...


Jeden ochotnik już wskoczył na górę rusztowania, zaraz zacznie się nakładanie namiotu.


Pokrycie zostało wciągnięte. Pierwszy krok za nami.


Praca wre... każde ręce się przydadzą :-)


A oto ukończone dzieło - Tipi. Dzięki niemu, obszar naszych warsztatów nabiera specyficznego klimatu. Wszystko staje się lekko magiczne.


I jeszcze rzut oka na wnętrze tipi. Wiele wieczorów spędziliśmy w tym oto miejscu, niejednokrotnie zatapiając się melodii bębnów i różnych wymyślnych instrumentów.


Powierzchnię worków najlepiej pokryć jak najszybciej, gdyż są z polipropylenu który rozkłada się pod wpływem promieni słonecznych. Glina w odpowiedniej konsystencji, ze słomą, jest kładziona na niedawno zbudowany łuk z worków z piaskiem.


Ponownie widać jak niemało osób jest zainteresowanych nowym etapem podczas warsztatów - lepieniem gliną. To pokazuje, że większość osób trafiła na te warsztaty nie przypadkowo.


Gliną ze słomą trzeba starannie wypełnić wszysktie przerwy między workami piasku. Stworzy to jednolitą skorupę, która będzie silnie przylegać do worków.


Większość chciała choć trochę pomóc w tym niezwykłym, archetypowym zajęciu. Tak więc zmienialiśmy się naszymi zajęciami, aby każdy mógł wykonać prace z poszczególnych faz.


Powoli, warstwa po warstwie, powstaje niezwykłe sklepienie, powstające z energii wielu zapalonych ludzi :-)


Dopóki nie doświadczymy tego sami, trudno zrozumieć, skąd ten zapał do taplania się w glinie. Coś więcej niż tylko domy z Ziemi. To powrót do naszych korzeni.


Przychodzi pora na wapno. Trzeba pokryć nim całe fundamenty nowego domku Hobbita.


Praca z wapnem wymaga już zabezpieczeń skóry, a więc nie jest tak przyjemna jak z gliną.


Nie ma to jak osobiste umoczenie rąk w pracy. Nic tak nie uczy jak doświadczenie. Z wapnem widać to doskonale.


Pokrywamy nie tylko fundamenty ale i wejście wraz ze schodkami.


Kończymy pokrywanie fundamentów z zewnątrz. Pozostało jeszcze pokrycie wapnem wewnątrz domku, poniżej poziomu gruntu.


Gdy fundamenty są już zabezpieczone, można układać kolejne warstwy kopuły, które w przyszłości zostaną pokryte gliną.


Nic dodać, nic ująć. Domek wspaniale nadaje się dla dzieci :-D. W takiej formie domek Hobbita dotrwa do przyszłego sezonu, kiedy będzie można go dokończyć, gdyż czas na warsztatach jest ograniczony.


Jeszcze tylko zabezpieczenie przed czynnikami atmosferycznymi i można spokojnie zająć się kolenym tematem warsztatów.


Etap drugi warsztatów, po jednodniowej przerwie, rozpoczął się wyznaczaniem miejsca do budowy małego domku z kostek słomy i gliny. Wpierw wyznaczamy prowizorycznie miejsce wznoszenia przyszłego domku, za pomocą rozłożonych kostek słomy, w miejscu gdzie już wkrótce będą rosły ściany.


Gdy miejsce zostało już wyznaczone, pora dokładniej zająć się wyznaczeniem kątów prostych ścian. Dzięki twierdzeniu Pitagorasa, z łatwością uzyskujemy kąt prosty.


Teraz za pomącą uzyskanego kąta prostego możemy ustawić graniczne słupki bardzo dokładnie.


A oto i nasza gotowa działka :-)


Na mało której budowie w polsce z takim entuzjazmem zabierają się do kopania ;-)


Cała darń zostaje odkładana na płachtę, aby potem użyć jej do pokrycia zielonego dachu, mieszkalnego domu z kostek słomy.


Fundamentów pod podłogą nie trzeba kopać tak głębokich jak pod ściany. Najważniejsze, aby głębokość dołów była niższa niż poziom zamarzania gruntu. Co oczywiście dla naszego przykładowego domku nie jest konieczne.


Czas na przygotowanie drutów, specjalnie zespawanych na nasze potrzeby. Druty posłużą potem jako stabilizacja ścian.


Nasz dół pod fundament jest prawie całkowicie ukończony. Pręty stabilizacyjne są rozmieszczane nie tylko hormonijnie, lecz także z uwzględnieniem przyszłych okien i drzwi.


Pierwsze worki z piaskiem (w tym przypadku w prawdziwym domu, powinny być ze żwirem) lądują na dnie dołu pod fundament.


W międzyczasie inne osoby zajęły się robieniem skrzynek pod przyszłe drzwi i okna.


Każdy chciałby się czegoś nauczyć, więc i tutaj zmieniamy się w pracy.


Układając worki, zwracamy uwagę, aby nakładały się na pręty stabilizacyjne. Żaden pręt nie może przypadać na przerwę między workami.


Każdą warstwę worków należy oczywiście dobrze ubić. Zasady pracy z workami pozostają takie same jak przy budowaniu domku Hobbita.


A oto pełny fundament, jeszcze ostatnie dobijanie worków i krótka przerwa :-)


Skrzynki prawie skończone, wiercimy teraz dziury, dzięki którym umocujemy je do ścian z kostek słomy.


Skrzynki powinny być bardzo solidne i posiadające dokładne kąty proste, aby potem bezproblemowo włożyć w nie właściwe okna.


Jeszcze jedna sprawa odnosnie fundamentów. Czyż te delikatne kobiece stópki przy tym twardym żelastwie nie wyglądają bosko? ;-)


Wycinamy folię kubełkową na rozmiar fundamentów.


Ukończone skrzynki idą na "pole bitwy". Podczas gdy, niektórzy zrobili sobie przerwę.


Ci którzy pracowali przy fundamentach, oglądają arcydzieła pod przyszłe okno i drzwi. Skrzynki czekają na wykorzystanie.


Przymierzamy folię oraz szkrzynkę drzwiową.


Dopasowujemy kostki słomy pod przyszłe ściany, w taki sposób, abyśmy potem jak najmniej musieli je przecinać i uzupełniać luki pomiędzy nimi.


Pod przyszłą podłogę wysypujemy kamienie i żwir aby nie ciągnęła nadmiaru wilgoci. Kamienie (najlepiej żwir) trzeba dobrze ułożyć a następnie ubić.


Gdy kostki zostały ułożone we właściwych miejscach na folii kubełkowej, można je wtedy przytwierdzać, przebijając je na wylot wraz z folią i co najmniej dwoma workami fundamentów. W tym miejscu ten zabieg jest najpotrzebniejszy. Potem, w miarę wzrostu ściany, można go stosować w miarę potrzeby, przy rozjeżdzaniu się kostek słomy (przy dobrze ściśniętej kostce nie ma takiej potrzeby).


Prezentacja sposobu przepoławiania kostek słomy, w taki sposób abyśmy uzyskali dwie mniejsze kostki, z jednakowym lub nawet lepszym ich sprasowaniem.


Dwie wielkie igły, czyli narzędzia potrzebne nam do szycia kostek słomianych :-). Budowlane krawcowe na etacie ekologicznym (hihi).


Szyjemy narożniki, one najłatwiej mogłyby się porozsuwać, więc je w pierwszej kolejności.


Krótka przerwa i podziwianie naszego powstającego dzieła :-).


Prace przy kostkach słomy idą bardzo szybko. Ściany wznoszą się nieporównywalnie szybciej niż te z worków z piaskiem.


Skrzynki drzwiowe i okienne przytwierdzamy wstępnie do ścian kołkami drewnianymi, przez uprzednio wywiercone otwory.


Na noc zakrywamy naszą niedoszłą nieruchomość, aby ewentualny deszcz nie zniweczył naszej całej pracy.


Ściany pną się coraz wyżej, ludzie przy pracy się zmieniają. Mistrz warsztatów odpowiada na kolejne pytanie...


W każdym domu powinny być conajmniej dwa otwory wentylacyjne (przy niewymuszonej, grawitacyjnej wymianie powietrza). Jeden z góry drugi z dołu.


Przyszła pora na okno. Podobnie jak drzwi, ma ono już swoje ustalone miejsce pomiędzy prętami wstawionymi pod fundament. Z każdej strony okna, tam gdzie tego potrzeba, wkładamy dodatkową słomę, aby okno było stabilne.


Zasada wstępnego przytwierdzania skrzynki okiennej, taka sama jak przy drzwiach.


Gdy ściany urosły już tak mocno jak planowaliśmy, umieściliśmy drugi kanał wentylacyjny na samej górze po przeciwnej stronie budynku. Każda rura powinna wstępnie wystawać co najmniej na grubość przyszłej warstwy gliny (10-15cm).


Następny etap wzmacniania ścian. Gdy kostki są dobrze sprasowane, nie potrzeba tego typu wzmocnienia. Kije na wysokość całej ściany przyszywamy z dwóch stron (wewnątrz i zewnątrz), zostawiając jednocześnie 10-15cm dla przyszłego osiadania budynku.


Średnio przypadają dwie tyczki na długość kostki słomianej. Ściany są coraz bardziej stabilne


Odmierzamy długości do przyszłej drabinki stabilizującej.


Wszystkie tyczki stabilizujące już są, jednak kostki nadal trochę się rozjeżdżają. Dzieje się tak, ponieważ są słabo sprasowane. Do budowy prawdziwego domu, należy użyć kostek sprasowanych możliwie jak najmocniej.


U góry obcinamy tyczki tak, aby wystawały około 10cm. Niedługo pozwoli nam to lepiej przymocować drabinkę.


Zakładamy ostatnie tyczki. Najlepiej pracuję się przy nich we dwójkę.


Kolejnym etapem jest skonstruowanie drabinki, która zapewni nam właściwy kształt ścian i umożliwi ich lepsze skompresowanie.


Odpowiednie długości odmierzamy sznurkiem. Wcześniej wymierzyliśmy długości na fundamentach i już stojących ścianach.


Co za długie, się ukroi :-).


Przynosimy rusztowanie, z którego będziemy korzystać przy zakładaniu drabinki, a potem także przy innych pracach.


Ostatnie stuknięcia młotkiem i drabinka gotowa. My złożyliśmy drabinkę całą do kupy na ziemi. Jednak przy prawdziwych, dużych budynkach, składa się każdy z boków, wnosi na ściany i dopiero na górze łączy w całość.


Rusztowanie przenieśliśmy pod dom i zakładamy deski po których będziemy chodzić.


Pora wnieść drabinkę tam, gdzie jej miejsce :-).


Jeszcze chwila przemyślenia; ustawiamy odpowiednio drabinę...


...i wnosimy z pomocą wielu rąk.


Kostki słomiane trochę się rozjeżdżają. Dociskamy je trochę i dopasowujemy drabinkę najlepiej jak się da.


I jeszcze dociskamy. Trochę trwało zamin drabinka znalazła się we właściwym miejscu.


Zadowoleni z sukcesu, jednak częściowo, gdyż wyraźnie jedna ściana odstaje zbyt mocno.


Kiedy drabinka jest już ułożona właściwie, możemy zabrać się za kończenie zszywania słomianych kostek.


Bez komentarza ;-)


No i nareszcie można zobaczyć dlaczego pod fundamenty wkładaliśmy specjalnie przygotowane stalowe pręty. Pasy do zaciskania w pierwszej kolejności przechodzą przez nie.


Następnie zaciskamy pasy na tyle mocno aby drabinka wyrównała poziom kostek. Potem wyrównujemy ściany, co przy bardzo słabo sprasowanych kostkach nie jest łatwym zadaniem :-).


Deska przydała się aby pchać całą ścianę równomiernie. Mimo, że są pozszywane ze sobą nawzajem, to jednak jakiś margines luzu zawsze posiadają, tymbardziej ze jest słaba kompresja.


Ponieważ mamy zbyt mało lin, które przywiążą drabinkę z uchwytami w fundamentach, postanowiliśmy z cieńszych sznurów uplec warkocz, i w ten sposób zrobić linę.


Dobrze się przy tym bawiliśmy :-D.


Właśnie przerzuciliśmy linę aby przywiązać ją w miejscu gdzie są zaciśnięte pasy.


I dalsze wiązanie. Z pod jednej liny nie zostały jeszcze ściągnięte pasy.


Wyruszyliśmy ekipą do lasu ściąć brzózki na konstrukcję dachu.


Wycinamy młode brzózki przy samej ziemi.


Wracamy ze ściętymi brzózkami do miejsca warsztatów.


Brzózki na miejscu :-)


Rozpoczynamy budowę dachu.


Jeszcze wbicie jednego kołka aby ustabilizować bardziej ściany.


Powoli na górze znajduje się coraz więcej brzozowych drzewek.


Robienie notatek na budowanym dachu, pokazuje jacy pasjonaci przyjechali na warsztaty :-D.


Brzózki najlepiej jest okorować, jeśli mamy czas i jeśli daszek ma starczyć na dłużej.


Najpierw jedna warstwa, potem druga, brzózki prostopadle do warstwy niżej. Tworzymy siatkę.


I widok od środka :-).


Ktoś przycina sznurki...


...ktoś inny, przywiązuje nimi brzózki.


Trochę się trzeba posiłować, żeby siatka była równa i mocna.


Kiedy prawie wszystkie wiązania gotowe, można poobcinać boczne gałęzie.


Jeszcze dla ustabilizowania konstrukcji dachu, przywiązujemy przekątne.


Słonko świeci nie tylko na niebie :-D.


A oto wapno do pokrycia fundamentów domku z kostek słomy. Proporcje oczywiście takie same jak przy domku hobbita. Z tą różnicą, że teraz mamy znaczenie większe doświadczenie :-D.


No i nakładamy wapno na fundamenty, kierując się tymi samymi zasadami co w domku hobbita. Tutaj trzeba jednak pamiętać, że wapno nie powinno nachodzić na kostki słomiane.


Wapno nakłada się znacznie trudniej niż glinę. Dlatego każdy chce poznać tą sztukę. Część osób dołączyła do warsztatów w połowie, i teraz mogą przyswajać sobie te umiejętności po raz pierwszy.


W międzyczasie przygotowywane są kolejne elementy dachu (konstrukcja pod przyszłą folię.


Jeszcze wapno nałożyć wewnątrz domku na worki. A na dachu już kolejna część gotowa i założona.


Przesiewamy glinę przez sito.


Wyrabianie gliny może być naprawdę świetną zabawą :-). W ten właśnie sposób rozpoczyna się temat 3 części warsztatów. Choć czasowo trochę inaczej zostały rozłożone warsztaty niż zaplanowane, to jednak wszyscy byli zadowoleni.


Dobrze rozrobioną glinę przelewamy do taczki którą przetransportujemy na miejsce budowy.


Na miejscu z gliną mieszamy dużą ilość słomy. Właściwe proporcje trzeba albo samemu wypraktykować albo być na przykład na warsztatach :-).


Jako pierwsze wypełniamy wszelki szczeliny między kostkami słomy, wszelkie miejsca gdzie da się wcisnąć słomę z gliną. Tutaj ilość gliny w przemieszaniu ze słomą może być najmniejsza.


Także teraz wypełniamy przestrzenie między skrzynkami okien i drzwi, tak aby dokładnie przylegały one do powierzchni ścian.


Możemy także przyjżeć się temu procederowi z bliska ;-).





Wojciech Banasiak
wymiar@o2.pl



Tekst fotoreportażu jest własnością Wojciecha Banasiaka. Możesz go kopiować, powielać i używać do własnych celów zarówno prywatnych jak i komercyjnych. Proszę mnie tylko o tym poinformować.
Fotografie są własnością niżej wymienionych osób:
Wojciech Befaltowski
Jaromir Gąsiorek
Patrick Montgomery
Marek Tomasz Chudzik
Andrei Ellman
Tomasz Biskupski
Kopiowanie, powielanie i używanie zdjęć do jakichkolwiek celów należy uzgodnić z autorami zdjęć. Możesz się z nimi skontaktować przez autora tekstu Wojciecha Banasiaka.